List od klienta - co mi dał nordic walking?

List od klienta - co mi dał nordic walking?

Chcieliśmy podzielić się z Wami jedną z cenniejszych rzeczy, jaka nam się ostatnio przydarzyła. Otóż dostaliśmy list od jednego z naszych klientów - Pana Marka, w którym opisuje swoje początki z nordic walking i wyjaśnia, dlaczego zaczął go tak naprawdę uprawiać. Najbardziej motywujące i cieszące są osiągnięte przez Pana Marka efekty - przekonajcie się sami!

"Wrocław, 29.11.2017  

Witam, Panie Aleksandrze!

Serdecznie dziękuję za okolicznościową dedykację z okazji moich 60 urodzin, którą umieścił Pan w swojej książce. Książka oraz DVD sprawiły mi ogromną radość. Jeszcze wczoraj zasiadłem do lektury. Z pewnością często będę do materiałów szkoleniowych zaglądał. Przyznam się Panu, że prawidłowej techniki chodzenia z kijami nauczyłem się właśnie od Pana, dzięki kilku filmom, które udostępnił Pan na YouTubie.

Od połowy lipca tego roku jestem entuzjastą nordic walking. To, że zacząłem interesować się tym sportem sprawił właściwie przypadek. W skrócie opowiem Panu jak do tego doszło.

Otóż w maju zrobiłem sobie badanie poziomu glukozy we krwi. Wynik był niepokojący. Podczas wizyty u lekarza, zgłosiłem moje spostrzeżenia. Od wielu lat biorę tabletki na nadciśnienie i zbyt wysoki cholesterol oraz trójglicerydy. Szczegółowe badania potwierdziły moje obawy – zagrożenie cukrzycą! Zostałem skierowany do poradni diabetologicznej. Tam zalecono mi dietę i obniżenie wagi. Nie miałem z tym problemu. Miałem niedużą nadwagę (około 5-6 kg). W ciągu miesiąca uporałem się z tym problemem. Lekarz odstawił też na próbę tabletki obniżające cholesterol. Po miesiącu stosowania się do zaleceń wszystkie parametry krwi były prawidłowe. Okazało się, że sprawcą zamieszania były leki (!!!).

Chociaż cholesterol całkowity miałem w normie, należało pomyśleć jeszcze o „zamianie miejscami” LDL z HDL. Jedynym sposobem, aby temu zaradzić miał być ruch. Należało zmienić tryb życia (wieloletni siedzący tryb życia zarówno w pracy, jak i w domu).

Wkrótce nadarzyła się okazja, aby zacząć się ruszać – wyjazd na urlop do Pobierowa. Zabrałem ze sobą składane kije, które żona dostała kiedyś w pracy, jako souvenir. Następnego dnia po przyjeździe na miejsce wyruszyłem w moją pierwszą półgodzinną „trasę” (właściwie drugą, gdyż dwa lata wcześniej spróbowałem chodzić z tymi kijami podczas pobytu w sanatorium). Następnego dnia powędrowałem do Pustkowa, kolejnego dnia do Trzęsacza, a następnie do Rewala. Większa część trasy prowadziła po chodniku i denerwował mnie stukot i drżenie kijów. Również paski nie były właściwe, więc o żadnej technice nie było mowy. O tym wszystkim dowiedziałem się dopiero po powrocie z urlopu. Zacząłem wertować strony internetowe i w ten sposób dowiedziałem się bardzo wiele na temat sprzętu, ubioru itd. Trafiłem przede wszystkim na Pana stronę. Odwiedziłem też Pana sklep w Leśnicy na stacji PKP (dzwoniłem zresztą do Pana z parkingu koło peronu, jak trafić do sklepu, podobnie jak wczoraj córka).

Przede wszystkim zakupiłem odpowiednie kije (buty do biegania i ubiór nabyłem wcześniej w Lidlu). Powoli zacząłem odkrywać różnice z moimi początkowymi doświadczeniami. Różnica była kolosalna. Starałem się chodzić codziennie. Wyznaczyłem sobie trasę z domu przez Park Zachodni, dalej brzegiem Odry, staw na Kozanowie i z powrotem. Razem około 9 km. Po dwóch miesiącach chodzenia z kijami postanowiłem wziąć udział w zawodach „Finał Akademii Zdrowia Santandera”. Chciałem sobie urozmaicić „chodzenie” i sprawdzić swoje możliwości. Nie chodziło mi o robienie wyniku. Tam byli przecież sami „wyjadacze”. Rzuciłem się od razu na głęboką wodę tzn. dystans 10km. Mój czas to 01:27:21 (tempo: 8:44/km, 6,9 km/h). Byłem z siebie dumny, chociaż w mojej grupie wiekowej byłem siódmy (ostatni). Dzisiaj poprawiłem tamten czas o kilkanaście sekund J.

Moje spostrzeżenia są jednak takie: mało który uczestnik zawodów chodzi prawidłową techniką nornic walking! Na jednym z for internetowych przeczytałem podobne opinie na ten temat. Sędziowie jakby bagatelizowali ten temat. Niektórzy zawodnicy z czołowych miejsc sprawiali wrażenie, jakby kije im przeszkadzały!

Przez te cztery miesiące przeszedłem w sumie około 900 km (w listopadzie podczas 15 treningów ponad 200 km!). Wagę mam prawidłową, nie muszę łykać tabletek obniżających cholesterol. LDL „zamienił się z HDL, cukier w normie, ciśnienie się obniżyło (z dwóch różnych tabletek biorę tylko połowę jednej. Myślę, że z biegiem czasu będę mógł odstawić też tę połówkę). Moja kondycja znacznie się poprawiła (na szóste piętro wchodzę bez żadnej zadyszki J ), nogi przestały puchnąć od siedzenia. Staram się przy okazji wykorzystać przyrządy fitness w parku do wzmocnienia wszystkich mięśni. Same superlatywy. Nordic walking stał się moją kolejną pasją. Zakupiłem odpowiednią bieliznę termo aktywną (nabieram coraz większej wprawy w doborze ubioru pod względem zmieniających się warunków atmosferycznych), obuwie na okres jesienno –zimowy i cieszę się z każdego dnia, gdy mogę spędzić dwie godziny z kijami (czasem dłużej. Mój najdłuższy jednorazowy dystans, jaki dotychczas pokonałem to 17 km). W październiku miałem okazję przez chwilę podpatrzeć Pana w Parku Zachodnim podczas kursu instruktorskiego NW J

Pozdrawiam serdecznie

Marek Mosoń"

P.S.

"Dobry wieczór, Właśnie skończyłem czytać Pana książkę. Bardzo fajny poradnik. Na pewno nie odłożę go na półkę, będę z niego często korzystał. Jest w nim wiele interesujących ćwiczeń, które z korzyścią przydałoby się wdrożyć do rozgrzewki. Dzięki dokładnemu opisowi poszczególnych ćwiczeń wraz z ilustracjami można doskonalić technikę podczas rekreacyjnych spacerów z kijami. Z książki dowiedziałem się, że pochodzi Pan z woj. Lubuskiego. To są również moje rodzinne strony, pochodzę z Międzyrzecza. Okolice tego miasta oferują również wiele wspaniałych tras do uprawiania NW. Dzisiaj zrobiłem sobie dłuższy spacer. Wybrałem się do Lasu Osobowickiego przez Szwedzki Szaniec. Wracając postanowiłem przejść jeszcze moją stałą trasę nad Odrą i Park Zachodni. W ten sposób pokonałem ponad 20 km! (w załączeniu mapka)."

Nordicsklep

I co Wy na to? :) My jesteśmy bardzo szczęśliwi. Po pierwsze gratulujemy Panu Markowi osiągnięcia tak pozytywnych rezultatów badań! Samodzielna droga, jaką przeszedł Pan Marek i jego zaangażowanie w poprawę swojego zdrowia jest godna podziwu i owacji na stojąco. Udostępniamy tę historię z nadzieją, że zainspiruje ona innych do wzięcia sprawy w swoje ręce i podjęcia aktywności fizycznej. Nie tylko tych borykających się z niedogodnościami zdrowotnymi, ale także tych "zdrów jak ryba", którzy pragną dobrą formę zachować jak najdłużej. 

Powodzenia!

Utworzony 2017-12-06 przez Barbara Główna, Warto wiedzieć, Na każdą porę roku 0 1495

Napisz komentarzZostaw odpowiedź

Kategorie bloga

Szukaj w blogu

Komentarze

Archiwum bloga

Zawartość koszyka

Brak produktów

Do ustalenia Wysyłka
0 zł Suma

Zobacz koszyk

Szukaj

Menu